Od początku nie byłem jakoś turbo zachwycony Vivestem P3. Ot kolejny AED, robi to co wszystkie inne,

Dzisiaj wybrałem się z mamą w góry Sowie i Wałbrzyskie. Żadne wymagające trasy, podjazd ile się da autem i jak najkrócej na piechotę. Mama jest po 70tce, po zawale, za to wyposażania w combo: choroba wieńcowa + POChP. Mając okazję, że akurat miałem egzemplarz w domu, zabrałem na trasę. I co? Ano naprawdę miałem dużo więcej luzu w „d” mając z tyłu głowy, że jakby co, to szanse mamy wzrosły wielokrotnie. Wiecie, to naprawdę siedzi w głowie jak idzie się na trasę że starszą panią. Tym razem naprawdę czułem się pewniej. A miałem tylko nerkę 5,4l. ☝️
Dalej uważam, że Vivest P3 jest urządzeniem niszowym, ale im dłużej z nim obcuję, tym większa robi się ta nisza.
Nie jest najtańszy, to prawda, ale pieniądze w przeciwieństwie do mamy, są odnawialne. ☝️
Czy warto zainwestować? Każdy musi sobie sam odpowiedzieć. Zawsze przecież można wrzucić w plecak IPADa.
/P.
#vivestP3 #naszlaku #górysowie
I to nie jest post sponsorowany. Sprzęt zostawił u mnie dystrybutor po imprezie, to skorzystałem (pewnie odbierze, jak mu żona zdejmie szlaban😆) 😜